Summer’s Armies

First print Nature poem VIII, 8
Johnson poem 64 | Franklin poem 162

Some rainbow coming from the fair!
Some vision of the world Cashmere
I confidently see!

Or else, a peacock’s purple train,
Feather by feather, on the plain
Fritters itself away!

The dreamy butterflies bestir,
Lethargic pools resume the whir
Of last year’s sundered tune.

From some old fortress on the sun
Baronial bees march, one by one,
In murmuring platoon!

The robins stand as thick to-day
As flakes of snow stood yesterday,
On fence, and roof, and twig.

The orchis binds her feather on
For her old lover, Don the Sun,
Revisiting the bog!

Without commander, countless, still,
The regiment of wood and hill
In bright detachment stand.

Behold! Whose multitudes are these ?
The children of whose turbaned seas,
Or what Circassian land?

Link to Books, Emily Dickinson

Tęcza wraca z kiermaszu właśnie!
Widok, jak na światowy kaszmir,
Postrzegam wyraźnie!

Albo to pawia trenu purpura,
Na równinie, za piórem pióro
Sama się rozpruwa!

Marząc, wachlują się motyle,
Senne wody szum podejmują
W ton byłego lata.

Z jakiejś słonka fortecy starej
Jedna w drugą, pszczoły jak hrabie
Idą mrucząc ławą!

Tak rudzików jest dzisiaj gęsto,
Jak było wczoraj płatków śniegu —
Dach, płot, i gałęzie.

Orchis zwraca puchar puchowy
K woli swej dawnej — to pan Słońce,
Znów moczar przychodzień!

Bez komandora, nieliczony
Wzgórza regiment leśny stoi
Zastępem promiennym!

Popatrz! Tutaj, czyja gromada?
Morze turbanów nosi dziatwa —
Kraj czerkieski jakiś?

The content may be used under any of the following licenses | Treści można używać pod którąkolwiek z poniższych licencji:
CREATIVE COMMONS LICENSE 4.0,
CREATIVE COMMONS LICENSE BY-SA 3.0,
CREATIVE COMMONS LICENSE 2.5.