Jeśli jest Niebo, to w Niebie

12–18 minutes

Pomyślmy, jesteśmy na tej ostatniej w tym świecie ścieżce. Nikomu nie mamy jak kłamać, bo teraz jesteśmy tylko my, a siebie nigdy tak naprawdę nie nabieramy.

Omalże na miejscu, po Drugiej Stronie, mamy chwilę by pomyśleć. Wiemy, nie uda się nam wrócić do życia na Ziemi.

Bez pogrywania, wykrętów czy zabawy: wszystko co mamy to szczerość i otwartość z jaką komunikuje się ze sobą umysł człowieka, jak napisał Tomasz Paine.

Na Ziemi

Wiedzieliśmy że nie byliśmy swymi rękami czy nogami, czyli częściami ciała. Osobowości się nie dało wstawić, eksportować czy transferować; nie w ludziach.

Wiedzieliśmy że dusza czy życie przyszłe nie były pewne, ale nie było w tym samym czasie gruntu twierdzić że na pewno nie istniały.

Wszelkie poszukiwanie duszy próbą było inwazyjne, a już dla części ciała nie zalecaliśmy chodzenia na złamanych nogach.

Rzecz na Ziemi miała początki. Wszystko się kiedyś zaczęło, albo się nadal zaczynało. Rok w rok nadchodziła wiosna, a potem zawsze było nieco czasu zanim się rzecz zmieniała w zimę.

Nie było pamięci czy dowodu jakoby ktoś jak jakiś bóg czy demiurg to wszystko zaczął. Nie było materiału jakoby z pewnością nikogo nie było.

Dusza

Szło nam jakoś i się obywaliśmy, z życiowym doświadczeniem i nauką co jednogłośnie twierdziły iż tylko jakoś — bez dokładnej miary — nasze mózgi organizowały neurony w siatki wewnętrznej harmonii, choć żaden ludzki mózg by nie miał “rejonu ego”, jak te które człowiek miał dla oczu czy uszu.

O pamięci się upewniono i atestowano, nie miała pojedynczej mózgowej lokalizacji. Ego, psyche czy duszę — każdy by miał jednak standardowo, wraz ze wspomnieniami z urodzin.

Jak na efekt jedynie mózgu, byłby jakiś rejon, jak te dla zdolności narządu. Nie było, a więcej, komórki mózgu się wymieniały.

Całe śmiertelne ciało miało ■apoptozę. Komórki umierały a w ich miejsce przychodziły nowe. Rak był “nieśmiertelnością komórek”, czyli zaburzeniem w tej ich wymianie.

Świat

Problem był taki, i my go znaliśmy, że spontaniczna stochastyka się zdarzała, ale istnieć musiała po temu jakaś deterministyczna. Ewolucja, miliardy lat przypadkowego dobierania się molekuł, wyglądało to wspaniale póki ludzie nie zauważyli, spontaniczna stochastyczna nie miała jak sama siebie stworzyć. Zawsze się musiała pokolebać od czegoś deterministycznego.

Starożytni, wierzyli w Stwórcę? Mierzyli długości jednostkami derywowanymi z kropli wody. Musiała być fizyczna stała, aby stan ciekły tak oferował dla stałego.

Starożytni źle jednak rzecz pojmowali, kiedykolwiek twierdzili iż Bóg istniał dla nich. Istniejąca, osoba ma siebie za dobry powód, a my wiedzieliśmy i to.

Religia

Wszelkie religie twierdziły że są prawdziwe. Każda przynosiła opowieść by ją umieścić ponad możliwością iż istota ludzka ma duszę.

Jak chciał człowiek dołączyć do kościoła, musiał podążać za jego opowieścią. Wszelkie owe kształtowali ludzie.

Buddyzm

Opowieść buddyjska mówiła, umierał człowiek i wracał na Ziemię jako kwilące niemowlę, w pieluszkach czystych o ile mama, papa, czy ktokolwiek dbał.

Niemowlęta nie mogły chodzić, mówić, i wszystko musiały zaczynać od nowa, włącznie z kredkami. Opowieść nie gwarantowała że chłopcy będą chłopcami czy dziewczęta pozostaną dziewczętami poprzez inkarnacje.

W następnym życiu na Ziemi nie pamiętał człowiek poprzedniego, więc w swym obecnym tak tylko sobie był tymczasem. Nie wiedział kim był przedtem albo kim by się potem stał — mówiła opowieść.

Jako że było na Ziemi coraz więcej ludzi, nawet trzech by z jednej duszy było, każdy se swoją osobowością, w następnym życiu. Buddyjska dusza czy umysł to raczej nie było coś osobowego.

Wyobrazić by sobie biuro patentowe z emanacjami ■Aleksandra Grahama Bella raczj niż nim samym przy biurku, by zarejestrować.

Bez własności intelektualnej i USA by poszło w niwecz. Niektóre buddyjskie opowieści by jednak mówiły, duszy tak w ogóle nie ma. Umysł był efektem mózgu — bez rejonu ego.

Tęcza Siddharty

Czy to religia, jeśli mówi że dusza nie istnieje?

Islam

W islamie też byłaby inkarnacja. Adam i Ewa żyli w niebiańskim ogrodzie zanim przybyli na Ziemię, mówiła opowieść islamu.

Była też amnezja. W Dzień Sądu, żadna ludzka istota nie miałaby jak zaprzeczyć oryginalnemu przymierzu z czasu sprzed życia na Ziemi.

Nikt kto się na Ziemi urodził nie był w stanie pamiętać niczego z czasu sprzed życia na planecie.

Opowieść przyzwalała, kobieta mogła ciężko pracować, także aby być dobrą osobą i zostać posłana do wiecznego haremu. Nikt nie wyobrażał sobie płci męskiej jak musi całą wieczność koło kogoś biegać.

Chrześcijaństwo

Ta opowieść powołuje się na czas przed Ziemią tak samo jak Islam, z Adamem i Ewą w niebiańskim ogrodzie. Ma inkarnację dla jedynego Syna jedynego Stwórcy. Ukrzyżowanie, sześć godzin za trzy gwoździe, po tym jak go aresztowano i torturowano.

Opowieść oferuje ku wyjaśnieniu, Adam i Ewa ukradli jabłko zanim zamieszkali na Ziemi. To dlatego jedyny Syn jedynego Stwórcy przybył umrzeć na krzyżu.

Znane jako owoc sezonu, także abstrakcyjne i metaforyczne jabłka byłyby abstrakcyjnym i metaforycznym owocem sezonu. Sprawy nie mają się tak samo z potomstwem.

Ziemskie Średniowiecze ogłosiło, jedyny Syn jedynego Stwórcy był jednym z ■Trójcy ■współ-wiecznej i ■współ-substancjalnej wraz z Bogiem Wszechmogącym Stwórcą oraz Świętym Duchem.

Syn był jednym i tym samym z ojcem i duchem.

Czy ludzka pycha jest tak już nieznośna, że nie schlebia jej nic, tylko ofiara ze Stwórcy? — zapytał na Ziemi Tomasz Paine w swym Wieku Rozumu, na ■stronie 31.

Ludzie z Ziemi byli wszyscy uważani za winnych kradzieży jabłka w raju. Dlatego był na Ziemi chrzest, na ■grzech pierworodny. Jak mogli ludzie z Ziemi wiedzieć że nie byliby wszyscy uważani za winnych ukrzyżowania?

Może o tym wiele z początku nie myślano, ale potem z pewnością było dość czasu — Trójca by dokonywała komentarza o Matce Wszechmogącego, jak z szopą dla zwierząt, choć nie było gruntu cokolwiek mówić, bo nic o Człowieku Matce Miód nie było wiadomo — wedle opisu.

Jeżeli Christos się urodził w szopie dla zwierząt i był jednym z Trójcy współ-substancjalnej, jego ojciec się w tym samym czasie też tam urodził. Mówi religia, jego ojcem był Stwórca planety Ziemi, Wszechmogący.

Image by Myléne from Pixabay

Matką Stwórcy byłaby Człowiek Matka Miód, Zgadując, byłaby intelektualistką obznajomioną ze stwarzaniem planet, natomiast Matką Siedmiu Dni wprost jako stwórca planety.

Zauważyliśmy na Ziemi, z refleksami światła w wodzie, ale też na niektórych pustyniach, są takie wzorki jak od plastra miodu.

Z tą trójcą, czy my chcieliśmy implikować że Człowiek Matka Miód była ze swoim dzieckiem w połogu w szopie dla zwierząt, czy ogółem w niestandardowych okolicznościach?

Jak byśmy mieli opowiadać że się legenda stosuje przecząco, nic takiego się nigdy Człowiek Matce Miód ponad wszelką wątpliwość nie przydarzyło, możliwie by nam przyszło wyjaśnić dlaczego by takie kształ mowy był przeczący o wierzeniu, a afirmatywny w innych sprawach, jak finansach i innych sprawach.

Człowiek nie miałby jak wisieć za trzy gwoździe przez sześć godzin pod ziemską grawitacją, to pewne. Na Ziemi wystarczyło rozprostować w bok ramiona i pomyśleć ile by człowiek wytrzymał je mieć w górze. Przebijanie oczywiście nie miałoby jak pomóc.

Możliwie szopa dla zwierząt była kiedyś witz, żydowski dowcip; ale wtedy nie ma się tego za religię, a ukrzyżowanie na dobry dowcip nie wygląda wcale.

Antyczni szowiniści może się i dobrze bawili wątpiąc czy kobiety umieją myśleć, ale to bez zapytywania siebie czy mają wiedzę jak żeńska ekspert. Życie w antycznej Judei było w znacznej mierze biedne i czasem zimne, pod tymi męskimi intelektami.

Jak już tam będziemy, w Wielkim Potem, gdzie Człowiek Matka Miód może i dalej żyje — jeśli życie po życiu jest wieczne bądź przynajmniej długotrwałe — czy powiemy że wierzymy w Trójcę? Jak był jeden, było trzech? Czy wierzyliśmy? Jak dla osób, byłoby to życie jak syjamskie trojaczki; da się argumentować, niewygoda.

Pierwsze syjamskie rodzeństwo się na Ziemi pojawiło w 1811. Trudno winić oryginalny Zamysł za całe to człowieka zanieczyszczanie i użycie chemii.

Musiałby człowiek kochać wroga aby być synem swego ojca w niebiesiech, mówi Nowy Testament (■Mateusz 5.44-45). Dzieci Człowieka Matki Miód, oczywiście w sensie jak postaci mowy, ludzie by nie musieli być taką emocjonalną niemożliwością.

Pytaliby ludzie, dlaczego nie było nigdy modły, jeśli była Człowiek Matka Miód?

Jeden powód by taki był, że nie modlą się do życia po życiu w zaświatach tylko sobie żyją, więc po co tworzyć takie etapy?

Drugi, nie wycieraczka drzwi otwiera. W innych słowach, nawet jak byś był człowieku o Wielkim Potem totalnie lizus, przyjąć cię nie mogą, jak nie jesteś do przyjęcia względem zasad.

Na pewno nie powiemy że wierzyliśmy iż miłość by mogła wyglądać jak tu niżej następuje, choć nie sprawdziliśmy żadnych szczegółów w Biblii o Christosa oczach. Może się reżyser chciał w czymś “dołożyć”.

Wideo pokazuje jak wedle niektórych wierzeń był bity na Ziemi jedyny syn Stwórcy.

youtube placeholder image

Od strony planowania, Wielkie Potem by wyglądało na zainteresowane okrutnym sportem, z ziemską kobietą która albo nie była świadoma, albo się posłusznie zgodziła począć po to by ukrzyżowano.

Jeżeli istota boska ów plan przed kobietą ukryła, owa istota była oszustem.

Bez planowania nie ma Zbawienia. Wszystko jest tylko przypadkiem.

Jednakowoż jak przepatrzyć słownictwo, oryginalna opowieść mogła być o kobiecie co stworzyła pojęcie lub plan. Było to jej własne pojęcie, “początek początków” lub niepokalany początek.

Jakby Człowiek Matka Miód coś wymyśliła i to doprowadziła do skutku. Może byłoby to coś w Konstelacji Crux.

Przy okazji, jak by sobie wyobrazić zwykły patrolowy lot, wrażenie ziemskie by mogło być chore albo i zboczone. Czy stworzenie planety jest tak niesamowicie trudne że się każdą ceni ponad swe potomstwo nawet bez zamiaru by na takiej mieszkać? Jeżeli nie, a przypuszczalnie nie jest to tak trudne dla Stwórcy, ludzkość by sobą prezentowała patologiczny narcyzm.

Wystarczyłoby się podłączyć do mediów, poszukać “Bóg” i “obrazowanie” w Internecie.

“Pasja” Gibsona
Zwykły patrolowy przelot

Gdybyż to kształt ziemskiej istoty wymagał czy zasługiwał na taką ofiarę — zdaniem samych owych ziemskich istot — jak dotrzemy do Wielkiego Potem zważamy, przybyliśmy z kierunku znanego szeroko z idei szalonej o ograniczeniu wiekowym. Twierdzą, są warci by za nich umierać, włącznie z Bogiem.

Fakt, nie jest to prawdopodobne by Ziemia była sama w sobie wszechświatem, kosmos na to nie wygląda, a nie było żadnego kontaktu. Czy może Ziemia wygląda na “szaloną powodem religii”? Nikt by nie przybył pogawędzić.

“Każdy religijny porządek który ma w sobie coś wstrząsającego dla umysłu dziecka, nie może być porządkiem prawdziwym”, napisał Tomasz Paine.

Okrucieństwo by pozostawało przy antycznych istotach ziemskich, jak się przyjrzeć słownictwu do szczegółu. Królestwo Christosa byłoby jak persica gdzie ptaszęta siadają, a gałązki były nomadów szczoteczkami do zębów we wczesnym ziemskim idiomie. “Królestwo za konia” brzmi znacznie poważniej.

Kubity Susi kojarzone być mogły z dualną miarą oraz obrzezaniem, definitywnie witz. Odniesieniem do tego byłyby lilie w Testamencie, opisane jako środek na dbanie co niewarte jest zaufania przez Tomasza Paine na 50 stronie Wieku. Nie był jednokierunkowego poglądu.

“Utwory żydowskich poetów oraz wędrownych kaznodziejów, którzy w jedno mieszali poezję, powiastkę, oraz nabożność”, napisał o Starym Testamencie, a my mogliśmy wnioskować, Nowy też nieco tego miał.

Deizm

Tomasz Paine uznał Bogu atrybut, Wszechmogący, ale Boga by jednak odżegnywał od języka naturalnego:
Jeżeli sobie dozwolimy sprawy pojmować właściwie, koniecznie musimy przyłączyć pojęcie nie tylko niezmienności, ale też niemożliwości dosłownie by do jakiejkolwiek zmiany doszło, drogą przypadku czy jakkolwiek inaczej, w tym co by nam honorować nazwą jak Słowo Boga; takoż Słowo Boga nie może istnieć w żadnym pisanym czy ludzkim języku.

Bez języka nigdy byśmy się nie mogli nauczyć duchowości, bo wtedy jest człowiek dzikim dzieckiem; mało umysłu. Z drugiej strony, ktoś Wszechmogący byłby zdolny do języka naturalnego.

Ukonstytuować człowieka

Monroe go znalazał martwym bardziej niż żywym z półgłodu, zimna, oraz wrzodu jakiego się nabawił w więzieniu.

Gdzie jesteśmy teraz?

U końca ścieżki; bez śmiertelnego ciała a jakoś jednak żywi, jak to zawsze mogliśmy podejrzewać że się dało, jeśli w ogóle było życie po życiu.

Może nie być z nami bardzo źle, jeżeli się nie wdaliśmy w religię czy komentarze. Benjamin Franklin nie należał do żadnego kościoła, ale kwestia oczywiście nie polega jedynie na przykładach.

Z buddyzmem poddawalibyśmy swoje ja. Z islamem byśmy je mieli, ale szykowali się jedynie odpowiadać za przymierze którego nie mieliśmy jak znać. Z chrześcijaństwem byśmy się możliwie waśnili ze Stwórcą względem rodziny, prawdziwych synów czy córek. Z deizmem rezygnowalibyśmy z ■Logosu.

Czy weszlibyśmy do Raju by powiedzieć, wierzymy, Bóg by dla nas zawsze wszystko zrobił, za nas umarł?

Każda religia na Ziemi by miała aspekt destrukcyjny, a ten się możliwie zaczął w starożytnym Egipcie. Opowieści o ruszaniu gór wzięłyby początek od optycznego skupiania słonecznego światła. Taki fokus topi i skałę.

Żydzi by mieli swoją arkę na cele wojenne, Buddyści swoje garudy, chrześcijanie monstrancję, muzułmanie nie dokonywaliby zastrzeżenia na symbolice Słońca, że nie użyliby go do niszczenia Ziemi, a deiści by pewnie wspominali o czasokresie trwania poza kontekstem jak Rewolucja dokładnie, gdzie pogróżka jak najmożliwiej nie przyszła oryginalnie od strony Amerykańskiej.

Deizm niesie z sobą poważny błąd, ten co wyklucza język z ludzkiej duchowości, podczas gdy takie postulowanie przyszło może gdy manuskrypt Paine’a trzymał Joel Barlow (■praca w toku). Inaczej, Paine by zaczął nowy rozdział pod wysoką gorączką.

Konfucjusz dla T. Horne

Broszura nie była zawsze dla T. Horne, ale zawartość ukazywała się we wznowieniach, od 17 to 19 stulecia. Tomasz Paine i Henry Thoreau możliwie nań spojrzeli

Powiedzieliby ludzie, lepiej mieć siłę. Oczywiście, ale rażąc Ziemię by z niej robić jakąś nową Saharę jest się może mocarzem w śmiertelnym świecie — i się nie ma gdzie pójść Potem, choćby się wołało Boga.

Wystarczy pomyśleć o sąsiedztwie gdzie intelektualną zasadą i wymogiem w praktyce jest konsensus, kiedykolwiek sprawa by była między ludźmi — czy też istotami lub duszami. Nie przyjęliby tam pewnie Dżyngis Hana choćby obiecywał poprawę.

Słońce w centrum Układu Słonecznego to formacja fizyczna. Nie ma osobowości i oczywiście nie jest telefonem. Nadużyciem jest stosowanie fizycznej optyki by symulować odpowiedź Boga bądź odeń wiadomość. Ra to bóg słońce w starożytnym Egipcie, a rabarbar w starożytnej Grecji.

Wybór

Wszystko było mgłą, ale taką, że nigdy przedtem ani potem takiej nie widziałem. Myślałem przez chwilę, straciłem wzrok, albo w zaświatach wszystko było zamazane i mgliste — napisał ■Henry FitzGerald Heard w Wielkiej Mgle: a też innych osobliwych opowieściach, 1944.

Nam ludziom trzeba kształtu by żyć. W okoilcznościach bez kształtu i sami bezkształtni, cierpielibyśmy.

Opisy mglistych pól bez kształtu gdzie się wałęsają dusze i tracą pamięć może i powstały byle zadowolić mistyków; ale ci też mogli mieć intuicje. Pola Elizejskie? Które? Te z elizją też? Jak długo da się chodzić dokoła?

Ażeby nas akceptowano gdzie jest kształt dla rzeczy i dusz, byłoby możliwe ważne iż człowiek
1. ma swoje ja, aby jemu czy jej ufać względem zasad;
2. nie ulega sugestii czy obwinianiu na nieznanym gruncie;
3. nie był wyzywający wobec Stwórcy bądź Stwórców, bo nie wiemy naprawdę jak się dało Ziemię stworzyć; może był to zespół ekspertów;
4. sprzyja aktywności intelektualnej, jak na przykład Logos. Wieczność to długi czas.

Najgorsze możliwie doznanie

Mogłoby to być najgorsze z emocjonalnych i intelektualnych doznań, znaleźć się w jakimś Wspaniałym Potem, zobaczyć że jest piękne, cudowne, fenomenalne i pełne fajnych ciuchów, i się wtedy dowiedzieć że nie możemy zostać, z braku zgodliwej filozofii. Złoczyńcy przynajmniej się spodziewają jakiegoś piekła, podczas gdy nam by poszło wszystko gładko, jak to ludzie opisują, otworzył się tunel czy coś podobnego, dusza miała gwarantowane bezpieczne lądowanie, po prostu nieoddzielna, czuliśmy się we Wspaniałym Po naprawdę świetnie, ale jak w swej poetyckiej licencji wskazała Emily Dickinson, byliśmy sami swym wrogiem.

Od gniazda, orzeł
Wschodzi nie łatwiej
I sięga niebios
Niż ludzka moc;

Tyle, że być możesz
Sobie własnym wrogiem:
Świadomie postrzegasz więzy;
Tak samo swobodę.
Emilia Dickinson, ■Emancypacja.

Nauczyliśmy się palić świeczki i brać udział w religijnych wydarzeniach; opanowali dysputy o problemach abstrakcyjnych jak transcendencja — bo miała tę myśl większość ziemskich kościołów — ale nie mamy w sobie tej prostej filozofii dla życia Potem, i nie ma niebiańskiej niani.

Nasza alternatywa to gęste mgły gdzie się dusze wałęsają i zatracają w niekształcie.

Poezja Emilii Dickinson

Notki

Korelat z Websterem 1828, inspiracja łaciną i greką, arystotelesowska rzecz perpetualna — ta nie zasadza się na czasie, ale na wieczności.

Źródło

Epsilon, predykacja, kontur samogłoskowy, odniesienie osobowe w myśli abstrakcyjnej oraz ogółem spójność stylu, utwór za utworem.

Zasady

Gdzie jednostki jak ludzkie istoty by mogły istnieć bez swych śmiertelnych ciał, a dusz by nie wsadzano do karceru czy podobnie, najoczywistsze zasady byłyby dwie:
1. nigdy się na nikogo nie wmuszać;
2. nigdy nikogo nie okradać czy obrabowywać.

Ludzie już by się na Ziemi z takimi zasadami wcale dobrze obywali, a te zgadzałyby się z prawem i miłym marzeniem o raju. Oczywiście nie wmuszałby się człowiek, mając dać komuś mandat za złe parkowanie.

Ta planeta może i realnie jest odpowiedzialnością żyjących tu ludzi, a sprawy, cóż, nie zawsze dobrze wyglądają.

youtube placeholder image

Koniec śmiertelnego świata

Został mniej więcej przewidziany. Ziemia ma jakieś trzy miliardy lat zanim do kolizji z Andromedą — być może — dojdzie. Rzecz się zmienia i w kosmosie.

youtube placeholder image

Koniec życia

Tylko jeżeli absolutnie nie ma życia po życiu, żadna taka chwila zastanowienia jak powyżej się nam nie może zdarzyć, omalże po Drugiej Stronie. Warto pomyśleć, co wtedy; nie tylko co tu i teraz na Ziemi.

Jeżeli Ziemię stworzył demiurg, kwestia jest bardziej zwyczajna niż by się na Ziemi mówiło, bo możliwie nikt z kosmosu nawet nie sprawuje nad Ziemią administracji.

■Fatima nie przyszłaby z zapisu. Krokom Nazi pod ■Burzą nadawałyby rytm skutki solarne dokonane ręką człowieka. Te mogą być ładne, ale i przypalać.

Jeżeli nie zachowywalibyśmy ziemskiej wiary w życiu po życiu, dlaczego by taką wiarę afirmować na Ziemi?


Czy może być w każdym człowieku jakaś swoista natura niepodzielna, zapraszam by rozważyć z Kształtną i Przystojną baśnią.